Rozmowa z Alicją Skirgajłło
- Mariusz Pochroń

- 16 paź 2025
- 9 minut(y) czytania
Alicja Skirgajłło to polska autorka powieści obyczajowych, romansów mafijnych i literatury erotycznej. Urodziła się w marcu 1986 roku w Wałbrzychu i ukończyła Pedagogikę Resocjalizacyjną na Państwowej Wyższej Szkole Zawodowej im. Angelusa Silesiusa w Wałbrzychu.
Debiutowała książką wydaną przez Editio Red, wcześniej jednak pisała na platformie Wattpad, gdzie została zauważona i zyskała pierwszych czytelników. Jej książki są dostępne we wszystkich formatach – papierowym, ebookowym i audiobookowym. Najnowszą powieścią jest Never Lost Hope. Na granicy śmierci. Tom 1.

Co skłoniło Panią do pisania? Czy pamięta Pani moment, w którym poczuła, że chce zostać pisarką?
Właściwie wszystko zaczęło się zupełnie spontanicznie. Zanim zaczęłam pisać, przez długi czas czytałam opowiadania na platformie Wattpad. To właśnie dzięki niej odkryłam swoją pasję do pisania i to całkiem przypadkiem. Podczas choroby bardzo się nudziłam i szukałam aplikacji, w której mogłabym coś przeczytać. Trafiłam wtedy na Wattpada, gdzie poznałam wielu wspaniałych ludzi. Na początku tworzyłam dla nich okładki, a później jedna z autorek zasugerowała, żebym spróbowała napisać coś własnego. Tak właśnie zaczęła się moja przygoda z pisaniem, od czystego przypadku, który z czasem przerodził się w ogromną pasję.
Jakie tematy najczęściej porusza Pani w swoich książkach?
W swoich książkach poruszam naprawdę różnorodne tematy – od lekkich, pełnych humoru i ciepła historii, po te znacznie mocniejsze, czasem drastyczne i bardziej emocjonalne. Piszę o życiu, o codzienności, o tym, co może spotkać każdego z nas. Nie trzymam się jednego schematu czy gatunku; każda moja książka jest inna i wnosi coś nowego.
Do tej pory wydałam 24 tytuły i każdy z nich opowiada zupełnie odrębną historię. Choć większość moich powieści kieruję głównie do kobiet, to coraz częściej sięgają po nie również mężczyźni. Staram się tworzyć książki, które są bliskie życiu, ale też czasem pozwalam sobie na odrobinę fantazji.
Przykładem może być moja seria „Trapped”, czyli tak zwana mafia w krzywym zwierciadle. Owszem, pojawia się tam broń i cała ta mafijna otoczka, ale wszystko przedstawione jest z przymrużeniem oka i w żartobliwym tonie.
Nie lubię się szufladkować; każda kolejna książka to dla mnie nowe wyzwanie i nowy temat. W moich najnowszych powieściach wciąż pojawiają się wątki romantyczne, ale jest ich coraz mniej, bo chciałabym trafiać także do innych czytelników, nie tylko do kobiet, ale też do mężczyzn, a może nawet do młodzieży.
Czy Świebodzice jako miejsce mają wpływ na Pani twórczość? Czy pojawiają się w Pani tekstach?
Moje miasto, w którym mieszkam, czyli Świebodzice, jeszcze nie pojawiło się w żadnej z moich książek. Mam jednak w planach, by w przyszłości napisać historię osadzoną właśnie w tych okolicach; być może nawet bezpośrednio w Świebodzicach.
Mogę zdradzić, że książka, która ukaże się na początku przyszłego roku, będzie rozgrywać się we Wrocławiu i jego okolicach, ale bardzo chciałabym, by kolejne historie nawiązywały do mojego miasta. Świebodzice mają niezwykle bogatą historię i malownicze okolice, dlatego myślę, że mogłaby z tego powstać naprawdę ciekawa książka – z pięknym nawiązaniem do lokalnej przeszłości i klimatu tego miejsca.
Która z Pani książek jest dla Pani najbardziej osobista i dlaczego?
To naprawdę trudne pytanie. Wszystkie moje książki są dla mnie ważne, bo każdą z nich stworzyłam od początku do końca, z emocji, z potrzeby serca. Często pisałam spontanicznie, bez wcześniejszego planu, po prostu pozwalając, by historia poprowadziła mnie sama. Są jednak takie tytuły, które wymagają ode mnie znacznie więcej emocjonalnie i merytorycznie.
Do najbardziej osobistych zaliczam „Anioła Wyzwolenia”, „Never Lost Hope. Na granicy śmierci” oraz „Pokonanego”. To książki trudne, zarówno pod względem tematów, jak i emocji, które towarzyszyły mi w trakcie pisania. W „Aniele Wyzwolenia” poruszam temat życia w sekcie, to historia pełna bólu, zniewolenia i walki o wolność. „Never Lost Hope” opowiada o upadku dziewczyny, która z powodu przemocy i krzywd doznanych ze strony ojca trafia na ulicę i popada w uzależnienie od twardych narkotyków. Przy tej książce musiałam zrobić bardzo dokładny research, by jak najwiarygodniej oddać realia uzależnienia i życia na marginesie społecznym.
Z kolei „Pokonany” był dla mnie wyjątkowym wyzwaniem; pisałam go z perspektywy mężczyzny. Chciałam jak najlepiej oddać jego psychikę, sposób myślenia i emocje. To opowieść o chłopcu, który od urodzenia doświadcza przemocy, zostaje porzucony, trafia do różnych ośrodków i rodzin zastępczych, by w końcu samemu się zagubić. To bardzo surowy, poruszający tekst o braku wiary w siebie, o traumie i o poszukiwaniu własnej wartości.
Właśnie dlatego te trzy książki są dla mnie najbardziej osobiste. Każda z nich wymagała ode mnie ogromnego zaangażowania i emocjonalnego wysiłku. Nie są to lekkie historie, ale myślę, że właśnie dzięki temu są dla mnie tak ważne, bo zostawiłam w nich naprawdę dużą część siebie.
Jak wygląda Pani proces twórczy — pisze Pani według planu, czy pozwala historii rozwijać się spontanicznie?
Tak jak wspomniałam wcześniej, wiele moich książek powstaje całkowicie spontanicznie. Często w głowie pojawia mi się jakiś pomysł, scena albo emocja, wtedy po prostu siadam i zaczynam pisać. Większość moich historii powstała właśnie w taki sposób, bez szczegółowego planu.
Przykładem może być seria „Trapped”, czyli moja tzw. mafia w krzywym zwierciadle. W tym przypadku wiedziałam jedynie, jak książka ma się zakończyć. Miałam w głowie finał, a dopiero później zaczęłam tworzyć początek i całą drogę, która do niego prowadziła. Kolejną taką historią była „Annika”; na jej okładce znajduje się mustang i sylwetka kobiety tyłem, w krótkich szortach. Pomysł na tę historię pojawił się zupełnie niespodziewanie, kiedy oglądałam z partnerem program Gas Monkey na TVN Turbo. Wtedy wpadłam na myśl: „A może połączyć mechanikę z romansem?”. Wzięłam kartkę, długopis i w ciągu 20 minut rozpisałam cały plan książki. Miesiąc później historia była już gotowa.
Tak więc mój proces twórczy bywa różny, czasem kieruję się czystą intuicją, a czasem potrzebuję więcej czasu na przemyślenie fabuły i zebranie informacji. Wszystko zależy od tego, jak dany pomysł do mnie przychodzi i jak bardzo mnie wciągnie.
Jakie książki lub autorzy mieli największy wpływ na Pani styl pisania?
Nie kierowałam się żadnymi konkretnymi autorami ani stylami pisania. Początkowo tworzyłam wyłącznie do tzw. „szuflady” i nie przypuszczałam, że ktokolwiek będzie chciał to czytać, a tym bardziej wydać. Dopiero publikowanie na platformie Wattpad oraz wsparcie czytelników sprawiły, że uwierzyłam w siebie i zaczęłam traktować pisanie poważniej. Z czasem rozwinęłam swój własny, prosty i naturalny styl – taki, w jakim sama lubię czytać. Dziś mam wielu autorów, których twórczość cenię i po których książki sięgam w ciemno, ale nigdy nie wzorowałam się bezpośrednio na nikim.
Czy czerpie Pani inspirację z życia codziennego, rozmów, obserwacji? Jakie emocje chce Pani wywołać u czytelnika?
Oczywiście, że czerpię inspirację z życia codziennego; z obserwacji, rozmów, programów czy sytuacji, które mnie otaczają. Pomysły często pojawiają się spontanicznie, z rzeczy pozornie błahych. Jeśli piszę komedię, moim celem jest wywołanie u czytelnika śmiechu, a czasem nawet łez – tych radosnych. Natomiast w poważniejszych historiach staram się poruszyć emocje, wzruszyć, a nawet zasmucić. Największą nagrodą jest dla mnie moment, gdy wiem, że odbiorca naprawdę poczuł to, co chciałam przekazać – wtedy mam pewność, że to, co robię, ma sens.
Czy eksperymentuje Pani z formą literacką, czy raczej trzyma się klasycznych struktur?
Piszę w sposób prosty i zrozumiały, tak jak potrafię najlepiej. Nie eksperymentuję ze stylami literackimi ani nie próbuję na siłę tworzyć czegoś w innej formie. Po prostu piszę tak, jak czuję i jak umiem. Mimo że mam na koncie wiele wydanych książek, wciąż nie postrzegam siebie jako typowej pisarki – po prostu tworzę historie w swoim stylu i nie zamierzam tego zmieniać.
Jakie znaczenie ma dla Pani lokalna społeczność? Czy wspiera Pani lokalne inicjatywy kulturalne?
Lokalna społeczność jest dla mnie bardzo ważna, bo to właśnie tutaj wszystko się zaczęło. Staram się wspierać lokalne inicjatywy na miarę swoich możliwości – między innymi poprzez obecność moich książek w miejskiej bibliotece czy udział w spotkaniach autorskich organizowanych na miejscu. Cieszę się, że mogę dzielić się swoją twórczością z osobami z mojego otoczenia i w ten sposób przyczyniać się do promowania czytelnictwa w regionie.
Czy Świebodzice są dobrym miejscem dla pisarza? Co Pani najbardziej ceni w tym mieście?
Myślę, że każde miejsce może być dobre do pisania, jeśli człowiek ma w sobie pasję i motywację do tworzenia. W Świebodzicach nie brakuje inspiracji, choć przyznam, że większość działań związanych z moją twórczością realizuję samodzielnie. Cenię jednak to, że lokalne media i portale kilkukrotnie okazały mi wsparcie, publikując materiały o moich książkach czy zapraszając mnie do rozmowy. To bardzo miłe i daje poczucie, że moja praca jest zauważana.
Czy zdarza się Pani prowadzić spotkania autorskie lub warsztaty w regionie?
Tak, miałam przyjemność prowadzić spotkanie autorskie w Miejskiej Bibliotece w moim rodzinnym mieście, co było dla mnie bardzo miłym doświadczeniem. Spotkania autorskie odbywały się również w różnych częściach Polski – m.in. w Krakowie, Warszawie, Gdańsku czy Wrocławiu – i wspominam je z ogromnym sentymentem. To niezwykle budujące chwile, kiedy mogę spotkać się z czytelnikami twarzą w twarz i zobaczyć, że to, co piszę, naprawdę do kogoś trafia.
Miałam też pewną przerwę w twórczości z powodów osobistych, ale dziś wracam do pisania z nową energią i zapałem. Rynek wydawniczy rozwija się bardzo dynamicznie, więc poniekąd czuję się tak, jakbym zaczynała od nowa – ale traktuję to jako nowy etap i kolejne wyzwanie, które motywuje mnie do działania.
Jakie wyzwania napotyka Pani jako pisarka w dzisiejszych czasach?
Myślę, że jednym z największych wyzwań dla każdego autora jest dziś ogromna konkurencja i tempo, w jakim rozwija się rynek wydawniczy. Codziennie pojawia się wielu nowych autorów i nowych tytułów, dlatego trudno jest się wyróżnić i dotrzeć do czytelnika. Dodatkowo oczekiwania odbiorców są coraz wyższe – książki muszą nie tylko dobrze się czytać, ale też wzbudzać emocje i zapadać w pamięć.
Dla mnie osobiście wyzwaniem jest także znalezienie równowagi między pisaniem a codziennym życiem. Pisanie wymaga czasu, skupienia i odpowiedniego nastroju, a w dzisiejszym, bardzo szybkim świecie nie zawsze jest to łatwe. Mimo to nie wyobrażam sobie życia bez tworzenia historii – to moja pasja i sposób na wyrażenie siebie.
Czy uważa Pani, że literatura ma dziś moc zmieniania świata?
Myślę, że literatura wciąż ma ogromną moc. Może nie zawsze zmienia cały świat, ale z pewnością potrafi zmienić sposób myślenia pojedynczego człowieka. A to już bardzo dużo. Dobra książka potrafi skłonić do refleksji, dodać otuchy, wzruszyć czy po prostu sprawić, że na chwilę zapominamy o codzienności. Każdy autor ma szansę zostawić w czytelniku ślad i właśnie w tym tkwi prawdziwa siła literatury.
Nad czym obecnie Pani pracuje? Czy może Pani zdradzić coś o nadchodzących projektach?
Obecnie pracuję nad książką skierowaną głównie do młodzieży, poruszającą bardzo ważny i niestety coraz bardziej aktualny temat hejtu – zarówno w szkołach, jak i w codziennych relacjach między młodymi ludźmi. Do napisania tej historii skłoniły mnie obserwacje współczesnego świata oraz rozmowy z moją nastoletnią córką, dzięki którym mogłam lepiej zrozumieć, z jakimi problemami mierzy się dzisiejsza młodzież.
Hejt zawsze istniał, ale mam wrażenie, że teraz przybiera wyjątkowo dotkliwe formy i coraz mocniej wpływa na psychikę młodych ludzi. Chciałam więc napisać coś, co pokaże, jak ogromny wpływ mogą mieć słowa i jak ważna jest empatia. Książka jest już prawie gotowa – jestem na etapie ostatnich poprawek i mam nadzieję, że wkrótce trafi do czytelników. Choć to historia młodzieżowa, myślę, że odnajdą się w niej również starsi odbiorcy.
Jaką radę dałaby Pani młodym, początkującym pisarzom?
Przede wszystkim, żeby pisali dla siebie i nie bali się zaczynać od „szuflady”. Ważne jest, aby tworzyć konsekwentnie i wierzyć w swoje historie, nawet jeśli początkowo nikt ich nie czyta. Trzeba też pamiętać, że pisanie to proces – wymaga czasu, cierpliwości i wytrwałości. Najważniejsze to nie poddawać się, eksperymentować, szukać własnego stylu i czerpać inspirację z życia codziennego. Każdy kolejny tekst to krok do przodu, a doświadczenie przychodzi z praktyką.
Skąd wziął się pomysł na „Na granicy śmierci”? Czy to historia inspirowana prawdziwymi wydarzeniami?
Pomysł na tę historię narodził się w luźnej rozmowie z moim partnerem Łukaszem, kiedy zastanawiałam się nad historią dziewczyny sięgającej po narkotyki – tematem, o którym wcześniej jeszcze nie pisałam. To on zaproponował ogólną koncepcję fabuły, a ja wzięłam ją w swoje ręce, nadając historii formę i dopracowując szczegóły.
Przy pracy nad tą książką było wiele dyskusji i sporów, bo przyzwyczajona byłam do romansów z happy endem, a tym razem chcieliśmy pokazać też trudniejsze strony życia – gorycz, cierpienie, konsekwencje różnych decyzji. Choć wątek romantyczny nadal się pojawia, cała fabuła była przede wszystkim jego pomysłem, a ja starałam się przekuć go w pełną emocji i realistyczną historię. To było dla mnie ważne doświadczenie, które otworzyło mnie na pisanie bardziej złożonych, poruszających opowieści.
„Never Lost Hope” to tytuł serii — czy może Pani zdradzić, ile tomów jest planowanych?
Seria składa się z dwóch części. Pierwsza to Never Lost Hope. Na granicy śmierci”, a druga nosi tytuł „Never Lost Hope. Na granicy zła”. Na chwilę obecną nie planuję kolejnych tomów.
Jakie emocje towarzyszyły Pani podczas pisania tej książki?
Podczas pisania tej książki towarzyszyła mi mieszanka emocji. Były momenty wzruszenia, czasem smutku, ale też ekscytacja związana z tworzeniem historii, która porusza trudne tematy. Praca nad nią wymagała ode mnie zaangażowania i otwartości, bo chcieliśmy pokazać zarówno trudne, bolesne aspekty życia, jak i nadzieję, która może się w nim pojawić. To była emocjonalna podróż, która dała mi ogromną satysfakcję, kiedy widziałam, że historia zaczyna „żyć” na papierze.
Czy bohaterowie tej powieści mają swoje pierwowzory w rzeczywistości?
Bohaterowie mojej powieści są całkowicie wymyśleni. Choć czerpię inspirację z obserwacji życia i ludzkich zachowań, postacie same w sobie nie odzwierciedlają żadnych konkretnych osób. Tworzę je tak, aby były autentyczne i wiarygodne, ale w pełni fikcyjne.
Co chciałaby Pani, aby czytelnicy wynieśli z lektury tej książki?
Chciałabym, aby czytelnicy odnaleźli w tej książce zarówno emocje, jak i refleksję. Była to dla mnie historia o trudnych wyborach, konsekwencjach działań i sile nadziei. Mam nadzieję, że lektura skłoni ich do przemyśleń, wzbudzi empatię i pozwoli dostrzec, jak ważne są relacje międzyludzkie, zrozumienie i wsparcie w codziennym życiu. Jednocześnie chcę, aby historia dostarczyła emocji – wzruszenia, czasem napięcia, ale też nadziei.
Jakie były reakcje pierwszych czytelników? Czy coś Panią zaskoczyło?
Reakcje pierwszych czytelników są naprawdę różnorodne, a jednocześnie niezwykle budujące. Książka porusza trudny i emocjonalny temat, dlatego zastanawiam się, jak zostanie przyjęta. Ku mojemu zaskoczeniu odbiór jest bardzo pozytywny. Pojawiają się wiadomości pisane w żartobliwym tonie, że „zabiją mnie za to, co zgotowałam bohaterom”, ale też wiele takich, które są pełne emocji i refleksji. Niektóre opinie są poważne, głęboko analizujące historię, inne z kolei bardzo wzruszające i ciepłe. Wszystkie jednak dają mi ogromną motywację i upewniają, że warto pisać dalej, bo to, co tworzę, naprawdę porusza ludzi.
Media społecznościowe autorki: https://www.instagram.com/skialicja/

Komentarze